Głównym powodem ich przyjazdu był odbywający się w tym
czasie zjazd o tematyce komputerowo-programistycznej (w którym my także
mieliśmy uczestniczyć), lecz chcieli też trochę czasu przeznaczyć na
zwiedzanie. Przyjemnie spędziliśmy razem czas, widać było ich zainteresowanie,
a także fakt, że Budapeszt bardzo im się spodobał. Pod koniec pobytu serdecznie
zapraszali nas do siebie, mówiąc o Polsce z niespotykaną miłością, a także
zaoferowali, że kupią dla nas bilety lotnicze (co było, jak na tamte czasy,
bardzo hojną propozycją, biorąc pod uwagę, że nie było tanich linii lotniczych
kursujących między naszymi krajami, oraz, że nie zarabiali też dużo, ledwo co
ukończywszy studia).
Zaprzyjaźniliśmy się przez ten tydzień i żegnaliśmy się
mocnymi uściskami. I to było moje pierwsze doświadczenie z Polakami. Przedtem
nie wiedziałam o nich prawie nic.
Odwiedzili nas jeszcze w następnym roku, a potem nastąpiła
dziesięcioletnia przerwa, przeplatana korespondencją. Nasze życia pozmieniały
się, a do obiecanej wizyty w Polsce nie doszło. Z naszej pięcioosobowej grupy
jedynie ja i Łukasz (jeden z naszych przyjaciół z Polski) utrzymywaliśmy ze
sobą kontakt. W 2011 roku postanowił ponownie odwiedzić Budapeszt. Czterodniowa
wizyta, przy okazji kolejnego zjazdu. Tym razem zobowiązał mnie do złożenia
obietnicy, że w kolejnym roku faktycznie przyjadę do Polski.
I tak, po jedenastu latach od naszego pierwszego spotkania,
umówiliśmy się na tygodniową wizytę w Polsce, którą Łukasz dokładnie
rozplanował i pokazał mi Warszawę, Gdańsk, Kraków i Łódź. Zaskoczył mnie
porządek i piękno tych miast – sławnych monumentów – a także fakt, że nie
przypominały miejsc, o których opowiadali w 2000 roku. W międzyczasie ich kraj
się bardzo rozwinął.
W czasie tej wycieczki miałam dziwne wrażenie, że jest to
pierwsze miejsce, poza Węgrami, w którym czuję się jak u siebie. Przenigdy nie
planowałam opuszczać Budapesztu. Po ośmiu latach kochałam to miasto równie
mocno, jak wtedy, gdy ledwo się sprowadziłam, ze wszystkimi jego zaletami i
wadami – a raczej mimo ich. Nigdy też nie byłam obieżyświatem, i choć
zwiedziłam kilka miejsc uznanych za „miejsca, w których niesamowicie jest żyć”,
nigdy nie czułam się w nich na miejscu.
Przez ten tydzień zorientowaliśmy się, razem z Łukaszem, jak
wiele mamy ze sobą wspólnego i, że stajemy się sobie bliscy. Po dwóch
tygodniach ponownie przyjechał do mnie, zgodnie z obietnicą, i niektóre rzeczy
stały się nie do uniknięcia. Od Października 2012 jesteśmy razem. Później,
zważając na wszystkie za i przeciw, zdecydowałam się przeprowadzić do Łukasza
do Warszawy (w marcu). Co jeszcze później okazało się słuszną decyzją, gdyż od
czerwca jesteśmy zaręczeni.
I tak po kliku miesiącach tutaj, prawie członek polskiej
rodziny, poznaję tę uroczą, choć mało znaną kulturę i język, i dochodzę do
wniosku, że warto by było opisać moje doświadczenia i podzielić się nimi – z
tymi, którzy albo nic o kulturze polskiej nie wiedzą, czy z tymi, którzy
planują się tu wybrać. A także dlatego, że nie ma aż tak wielu stron
poświeconych temu tematowi. A o kulturze naszego siostrzanego narodu warto
pisać.

No comments:
Post a Comment