Tuesday, 5 November 2013

Historia blogu w skrócie

Zdarzyło to się w 2000 roku… Trzech interesujących i zabawnych chłopaków odwiedziło nas w Budapeszcie. Mój były partner zaprzyjaźnił się z nimi na starym interfejsie IRC. Przybyli prosto z Warszawy po podróży, która trwała 10 godzin koleją. Rozmawiali między sobą w języku, który brzmiał niesamowicie, po angielsku – w tyle o ile zrozumiały sposób (podczas, gdy mój angielski był fatalny). Jednak pomimo odmienności naszych języków – biła od nich otwartość i serdeczność, z którą nigdy wcześniej się nie spotkałam.


Głównym powodem ich przyjazdu był odbywający się w tym czasie zjazd o tematyce komputerowo-programistycznej (w którym my także mieliśmy uczestniczyć), lecz chcieli też trochę czasu przeznaczyć na zwiedzanie. Przyjemnie spędziliśmy razem czas, widać było ich zainteresowanie, a także fakt, że Budapeszt bardzo im się spodobał. Pod koniec pobytu serdecznie zapraszali nas do siebie, mówiąc o Polsce z niespotykaną miłością, a także zaoferowali, że kupią dla nas bilety lotnicze (co było, jak na tamte czasy, bardzo hojną propozycją, biorąc pod uwagę, że nie było tanich linii lotniczych kursujących między naszymi krajami, oraz, że nie zarabiali też dużo, ledwo co ukończywszy studia).

Zaprzyjaźniliśmy się przez ten tydzień i żegnaliśmy się mocnymi uściskami. I to było moje pierwsze doświadczenie z Polakami. Przedtem nie wiedziałam o nich prawie nic.

Odwiedzili nas jeszcze w następnym roku, a potem nastąpiła dziesięcioletnia przerwa, przeplatana korespondencją. Nasze życia pozmieniały się, a do obiecanej wizyty w Polsce nie doszło. Z naszej pięcioosobowej grupy jedynie ja i Łukasz (jeden z naszych przyjaciół z Polski) utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. W 2011 roku postanowił ponownie odwiedzić Budapeszt. Czterodniowa wizyta, przy okazji kolejnego zjazdu. Tym razem zobowiązał mnie do złożenia obietnicy, że w kolejnym roku faktycznie przyjadę do Polski.

I tak, po jedenastu latach od naszego pierwszego spotkania, umówiliśmy się na tygodniową wizytę w Polsce, którą Łukasz dokładnie rozplanował i pokazał mi Warszawę, Gdańsk, Kraków i Łódź. Zaskoczył mnie porządek i piękno tych miast – sławnych monumentów – a także fakt, że nie przypominały miejsc, o których opowiadali w 2000 roku. W międzyczasie ich kraj się bardzo rozwinął.

W czasie tej wycieczki miałam dziwne wrażenie, że jest to pierwsze miejsce, poza Węgrami, w którym czuję się jak u siebie. Przenigdy nie planowałam opuszczać Budapesztu. Po ośmiu latach kochałam to miasto równie mocno, jak wtedy, gdy ledwo się sprowadziłam, ze wszystkimi jego zaletami i wadami – a raczej mimo ich. Nigdy też nie byłam obieżyświatem, i choć zwiedziłam kilka miejsc uznanych za „miejsca, w których niesamowicie jest żyć”, nigdy nie czułam się w nich na miejscu.

Przez ten tydzień zorientowaliśmy się, razem z Łukaszem, jak wiele mamy ze sobą wspólnego i, że stajemy się sobie bliscy. Po dwóch tygodniach ponownie przyjechał do mnie, zgodnie z obietnicą, i niektóre rzeczy stały się nie do uniknięcia. Od Października 2012 jesteśmy razem. Później, zważając na wszystkie za i przeciw, zdecydowałam się przeprowadzić do Łukasza do Warszawy (w marcu). Co jeszcze później okazało się słuszną decyzją, gdyż od czerwca jesteśmy zaręczeni.

I tak po kliku miesiącach tutaj, prawie członek polskiej rodziny, poznaję tę uroczą, choć mało znaną kulturę i język, i dochodzę do wniosku, że warto by było opisać moje doświadczenia i podzielić się nimi – z tymi, którzy albo nic o kulturze polskiej nie wiedzą, czy z tymi, którzy planują się tu wybrać. A także dlatego, że nie ma aż tak wielu stron poświeconych temu tematowi. A o kulturze naszego siostrzanego narodu warto pisać.

Zapraszam zatem na wspólną wyprawę, gwarantuję, że będzie to równie przyjemne, jak czytanie o popularnych miejscach wypraw, takich jak Londyn czy Paryż!

No comments:

Post a Comment